Języki obce w przedszkolu

Reform edukacji przechodziliśmy (a raczej przechodziły nasze dzieci) już wiele. Najciekawiej miały na tym polu roczniki 1983 i 1985, które to doświadczyły w zasadzie każdej zmiany, jaką tęgie ministralne głowy umyśliły. Nie nam jednak krytykować posunięcia naszych, wybranych w wolnych i powszechnych wyborach elit politycznych, zrobiła tu już historia. Najbardziej bulwersującym faktem dotyczącym owych reform nie jest jednak ich bezsensowność, brak merytorycznego podparcia czy wzajemnego wykluczania się, a całkowite nieliczenie się z samymi nauczycielami.

Czegokolwiek by o nich nie mówić (a wiele złego by się tu z pewnością znalazło) to jednak oni odgrywają decydującą rolę w edukowaniu dzieci i młodzieży, z których z czasem wyrosną -miejmy nadzieję - inżynierowie, profesorowie i lekarze. A tymczasem świeżo przyjęty nauczyciel przedszkola na jakiejś wsi zarabia minimum krajowe, będąc skazanym praktycznie na wegetację albo szybkie założenie rodziny konkubinatu (bo sam z tego nie da rady wyżyć).

Sytuacja jest jedynie lepsza w żłobkach i przedszkole prywatne Warszawa, ale tam zawsze zarabia się więcej. To niezbyt zachęcająca perspektywa zawodowa, zwłaszcza dla młodych, świeżo upieczonych magistrów, nieprawdaż?